Chrom OS Jako Alternatywa Dla Windows

I przez to czasami sprawia on kłopoty. Oczywiście Chrome OS to system działający w chmurze, więc w sumie powinno mu być całkowicie wszystko jedno, na jakim sprzęcie działa. Ale nie wszystko da się załatwić za pomocą odpowiednio spreparowanej strony internetowej – czyli webapki. Niektóre narzędzia, np. odtwarzacze wideo czy streamery wymagają odpowiednich wtyczek, a te są już zależne od platformy sprzętowej. I jak na razie nie wszystkie są dostosowane do procesorów ARM.

Zastosowanie takiej jednostki centralnej oznacza też często niższą wydajność, rekompensowaną jednak długim czasem pracy na małej i lekkiej baterii. Suma summarum, mamy lekkiego, ładnego Chromebooka, na którym nie pogramy w niektóre webgry i nie zadziałają niektóre webapki. Jak na razie.

Alternatywą jest nasz tytułowy Acer C7. To urządzenie jest już wyposażone w bardziej klasyczne jednostki centralne, produkcji Intela: Celerona ($200) lub dwurdzeniowego Phenoma ($250). Znikają więc problemy doskwierające ARMowemu Exynosowi, ale pojawiają się inne.

Ten Chromebook musi być chłodzony aktywnie (czyli wiatraczkiem), podczas gdy samsungowy jest całkiem cichy. Dosłownie, ponieważ nawet gdyby wyłączyć chłodzenie Acera byłoby go słychać – a winę za to ponosi dysk twardy.

Acer C7 to uchromebookowiony netbook. Stworzony do pracy z Windowsem, tylko delikatnie zmodyfikowany (z klawiatury zniknął np. przycisk Win), ale nadal pomyślany dla zupełnie innego ekosystemu. Jest ciężki (przez ogromną baterię, na której pracuje i tak krócej, niż samsungowy odpowiednik), duży (względem Samsunga) i wyposażony w bezsensowny w tym wypadku, 320 GB dysk twardy, kręcący mizerne 5200 obrotów na minutę.

Dlaczego jest on bezsensowny? Bo, po pierwsze, klasyczny dysk jest głośny, ciężki, wolny i energochłonny. Po drugie – Chrome OS to system zakładający korzystanie z chmury gdzie tylko się da. Dysk w Chromebooku jest rozwiązaniem tymczasowym, do tego stopnia, że po wyłączeniu urządzenia… jest czyszczony. Do zera. Nie wiem, czy Acer jakoś modyfikował oprogramowanie C7, ale tak to właśnie działa w czystym Chrome OS. Oczywiście, komputer można zamiast wyłączania uśpić, ale ogólna idea jest taka – miejsce Twoich danych nie jest na dysku, a na serwerze.

Na szczęście, wszystko wskazuje na to, że ktoś w Bluseo poszedł po rozum do głowy. Już niedługo do sprzedaży trafią (w niezmienionych cenach) modele C7 wyposażone w 16 GB dysk SSD. Nadal mamy więc zwindowsiałego Chromebooka, ale szybszego, cichszego i bardziej energooszczędnego.

A Wy? Skusilibyście się na Chromebooka? Czy taki C7 byłby w stanie przekonać was do idei Chrome OS? Przyznam, że nadal mam ochotę na taki komputer, chociaż wiem, że mając tablet, do tego z oddzielną klawiaturą do pisania, nie przydałby mi się dosłownie do niczego.

Ale takiego Pixela bym chętnie przygarnął…